Toyota Hilux 2.4 D-4D Dakar 6A/T

Z bajerami W Rajdzie Dakar swego czasu Toyotą Hilux, ale z innym układem napędowym, startował Adam Małysz Istnieją bardziej sportowe wersje sportowych aut, analogicznie można podrasować pikapa, który i tak przyciąga na drodze większą uwagę niż mnóstwo osobowych modeli. Tak zrobiła Toyota, opracowując na bazie bogatej odmiany SR5 jeszcze bogatszą – Dakar. Hilux jest produkowany w Republice Południowej Afryki (RPA), a Dakar to propozycja polskiego importera.   Przepis na Dakar Z rozpoznaniem Dakaru nie ma najmniejszego problemu – oklejenie nadwozia każdy zauważy, tak samo jak panele ochronne drzwi (w testowym egzemplarzu przyklejone niedbale), metalowe boczne stopnie z czarnymi nakładkami, orurowanie paki, zamykaną pokrywę przestrzeni ładunkowej. Przód karoserii otrzymał elementy w kolorze fortepianowej czerni, tył hak holowniczy z wiązką 13 pin, a koła mają 18-calowe, dwukolorowe alufelgi. We wnętrzu jest czarna, skórzana tapicerka (miła w dotyku), czarna podsufitka (robi klimat), elektrycznie sterowany fotel kierowcy, ale pozbawiony pamięci. Jest także nawigacja satelitarna GPS i to będzie pierwszy z opisywanych skrótów.   Trzy terminy GPS – Global Positioning System. Globalny system nawigacji, którego operatorem jest Departament Obrony Stanów Zjednoczonych, jak zaznacza Toyota w osobnej instrukcji obsługi nawigacji i systemu multimedialnego (była po angielsku). Nawigacją Toyota Touch 2 sterujesz poprzez dotykowy, stały, 8-calowy ekran na środku deski rozdzielczej. Ekran działa szybko, ikonki są duże, a głos dobrze mówi po polsku, co nie w każdej marce samochodów jest takie oczywiste. Możesz wybrać trzy rodzaje trasy: szybką, krótką, ekologiczną. Ciekawe są informacje dotyczące różnych krajów, między innymi o dopuszczalnym poziomie alkoholu we krwi. Toyota obiecuje trzyletnią, darmową aktualizację map. POI – Point Of Interest. Interesujące punkty w nawigacji satelitarnej. Łatwo odnaleźć je w menu, można szybko zapisać, albo wyznaczyć trasę (Go), kategorii jest kilkadziesiąt, ale nie zawsze baza danych sprawia wrażenie kompletnej. Chciałem sprawdzić kluby fitness w moim mieście, bo na pewno są. Wyskoczyły kluby, ale w odległej o 40 kilometrów stolicy województwa. LDA – Lane Departure Alert. Układ ostrzegania o niezamierzonej zmianie pasa ruchu. Jego włącznik znajdziesz z lewej strony kokpitu, nisko, w drugim rzędzie przycisków. Lampka potwierdzająca włączenie zapala się na górze tablicy wskaźników. Po włączeniu lub wyłączeniu, po kolejnym uruchomieniu silnika układ będzie w tym samym stanie, nie trzeba więc go uruchamiać przed każdą jazdą. LDA nie działa poniżej 50 na godzinę. Kamera na górze, za czołową szybą odczytuje poziome linie namalowane na jezdni, białe bądź żółte. LDA szybko zaalarmuje cię piknięciami, co najmniej trzema, gdy zjeżdżasz z pasa ruchu bez kierunkowskazu....
Czytaj

Peugeot Partner Long 1.6 BlueHDi 100 Asphalt

Asphalt na trasy Lakier biały banquise (czyli kra) pasował do chłodniczej zabudowy Wśród dostawczych Peugeotów wersja Asphalt została przeznaczona przede wszystkim do połykania tras po dobrych nawierzchniach, z kolei odmiana Grip jest nieco off-roadowa. Testowy egzemplarz miał zabudowę chłodniczą z agregatem Zanotti, ale poświęcimy uwagę trzema innym, ciekawym elementom. Charakterystyczne rozwiązania i-Cockpit, czyli nietypowa deska rozdzielcza, w Partnerze pierwszy raz w aucie dostawczym, wcześniej stosowana wyłącznie w osobowych Peugeotach. Główną cechą są wskaźniki widoczne ponad kierownicą, nie zaś między jej piastą i obręczą. Jeśli wcześniej nie miałeś z czymś takim do czynienia, porzuć swe obawy, zwłaszcza jak lubisz małe kierownice, którymi łatwo i szybko się kręci. Kokpit i-Cockpit sprawdza się, również w dostawczaku. Kierownica jest bardzo oryginalna, ścięta na górze i na dole, do tego ma dwa zgrubienia w górnej części. Dzięki takiemu kształtowi nie przesłania „zegarów”. Ewentualnie mogą być zasłonięte dolne przyciski pod wskaźnikami służące do regulacji podświetlenia deski rozdzielczej oraz informacji o przeglądach i zasięgu na AdBlue, ale od czego regulacja kolumny kierownicy w dwóch płaszczyznach? Można kolumnę tak ustawić, że wszystko będzie widoczne. A propos wskaźników, obrotomierz umieszczono z prawej, niczym w sportowym aucie. Najważniejsze, że francuscy konstruktorzy nie zapomnieli o termometrze cieczy chłodzącej silnik, zwanej potocznie wodą. Surround Rear Vision. Niedotykowy, pięciocalowy ekran w kabinie, na górze, w miejscu wewnętrznego lusterka, seryjny w odmianie Asphalt.  Normalnie w blaszanym furgonie w tym miejscu nie ma nic. Surround Rear Vision zastępuje wspomniane lusterko i zarazem pomaga przy cofaniu. Być może to rozwiązanie zostanie spopularyzowane w przyszłości, wszak kamery mają zastąpić lusterka wsteczne. Poruszając się Partnerem do przodu, z dowolną szybkością widzisz, co znajduje się z tyłu, albo z prawej strony z boku. Służą do tego dwie kamery – odpowiednio – na lewej części tylnych, dwuskrzydłowych drzwi oraz pod zewnętrznym, prawym lusterkiem, ta druga „patrzy” ukośnie. Widok możesz zmieniać przyciskiem pod wyświetlaczem, albo na końcu dźwigienki przy kierownicy – jest albo jeden widok, albo drugi. Natomiast podczas cofania masz trzy widoki do wyboru, dochodzi jeszcze jeden do tyłu. Zawsze jest na ekranie czerwona kreska oznaczająca początek bezpiecznej przestrzeni za Peugeotem. Często, pod skrzyżowaniami widzisz, jak pojazdy za tobą przekraczają tę kreskę. A jeśli nie chcesz, aby coś świeciło nad głową, możesz ekran wyłączyć. Podgrzewana, czołowa szyba. Opcja, ale niedroga, za 290 złotych netto, czyli za 357 brutto. W odróżnieniu od przykładowo Fordów nitki ogrzewania nie biegną przez prawie całą szerokość szyby, znajdują tylko z lewej strony. I jest...
Czytaj

Skoda Karoq 1.5 TSI 4×4 DSG Style

Sensowne rozwiązania Ciekawostka – odmiany 4×4 z powodu tylnego zawieszenia wielowahaczowego mają krótszy o 8 milimetrów rozstaw osi. Skody Karoq z przednim napędem posiadają z tyłu belkę skrętną   Karoq jest średnim SUV-em (Sport Utility Vehicle) w gamie Skody, większym od Kamiqa, mniejszym od Kodiaqa – że też musieli je tak ponazywać… Najbardziej podobnym do Karoqa pod względem rozmiarów, w wielkiej rodzinie Volkswagena jest Seat Ateca.   Dla kogo Karoq? Ateca zbierała pozytywne recenzje dziennikarzy, można więc założyć, że Skoda okaże się równie ciekawym, dopracowanym autem. Generalnie to wóz dobrze wykonany, dobrze prowadzący się, z dobrze dobranym komfortem resorowania. Testowa wersja dysponowała napędem obu osi, który rzecz jasna nie czynił z niej terenówki, to przecież SUV. Karoq prezentuje się atrakcyjnie, a ponieważ Skoda ma w Polsce mnóstwo zwolenników – wszak to marka najchętniej wybierana w salonach – Karoqów na naszych drogach będzie coraz więcej. Tylko jak odróżnić Karoqa od Kodiaqa? Może po tym, że Karoq ma mniejsze okienko z boku, za tylnymi drzwiami? Jeśli szukasz niedużego SUV-a i doceniasz gęstą sieć serwisową, Skoda powinna znaleźć się w koszyku samochodowych zakupów. Tym bardziej, że Skoda słynie z przemyślanych rozwiązań (nie jest to puste, reklamowe hasło), czyniących jej eksploatację łatwiejszą i przyjemniejszą. O trzech z nich piszę poniżej.   Trzy pomysły Skrobaczka po wewnętrznej stronie klapki wlewu paliwa, w tylnym, prawym błotniku. W prawym, więc od strony chodnika, w bardziej bezpiecznym miejscu niż lewy bok. Znakomity pomysł, aż dziwne że inne marki go nie „małpują”. Skrobaczka jest przezroczysta, więc da się przez nią odczytać wartości ciśnienia w oponach. Nie trzeba jej wyjmować, aby przekonać się, ile barów powinno być w poszczególnych kołach, włącznie z zapasowym. I co ważne, skrobaczka jest dosyć szeroka, praktyczna. Oby tylko zimą oblodzona klapka dała się łatwo otworzyć. Parasol i to w seryjnym wyposażeniu każdej wersji Karoqa! Mieści się pod fotelem pasażera, jest czarny, składany i rozkładany po naciśnięciu jednego guzika. Może nie imponuje rozmiarami, ale dla jednej pasażerki na pewno wystarczy. Żyłka w kieszeniach w przednich drzwiach. Owszem, drobna rzecz, lecz jakże może uprościć korzystanie z tych kieszeni. Można pod żyłką umieścić przykładowo kartki czy notes formatu A4. Żyłka na środku ma pierścień. Praktyczny szczegół, ułatwia odszukanie i odciąganie żyłki.   Rysopis. Skoda Karoq 1.5 TSI (150 KM) 4×4 DSG Style, pięciodrzwiowy, pięciomiejscowy SUV, długość 4382 mm, szerokość 1841 mm, wysokość 1607 mm, bagażnik 521/1630 l, napęd 4×4 (wielopłytkowe sprzęgło międzyosiowe, proporcje siły między przodem a tyłem...
Czytaj

DS 7 Crossback 1.6 225 So Chic aut.

Prestiż francuski Rodzinne podobieństwo, oba DS-y, 7 Crossback i 3 Crossback, wyróżniają się w motoryzacyjnym tłumie dużą, sześcioboczną atrapą chłodnicy DS należy do koncernu PSA (Peugeot Societe Anonyme), w którym pierwsze skrzypce gra Peugeot. Pełni w nim rolę luksusowego brandu, można zaryzykować twierdzenie, że jest najbardziej prestiżową marką francuskich samochodów. Co to i dla kogo? Obecnie gama DS na naszym kontynencie prezentuje się skromnie. Po wycofaniu modeli 3, 4 i 5, są sprzedawane tylko dwa, crossovery zresztą, mniejszy 3 Crossback i 7 Crossback. Tak więc 7 Crossback jest propozycją dla lubiących większe, stylowe auta. Propozycją ciekawą z wyglądu, z przednim napędem i wieloma smaczkami. Należy do nich na przykład powtarzany w wielu miejscach karoserii i wnętrza motyw rombu, zwłaszcza w inspiracji DS Rivoli, nazwanej od ulicy w centrum Paryża. Inspiracje to pakiety wyposażenia, seryjnego ale częściej dodatkowego, różniące się również wykończeniem kabiny. W odmianie So Chic do seryjnego wyposażenia należy DS Active Scan Suspension, czyli system zmieniający pracę amortyzatorów w oparciu o dane z kamery za czołową szybą, z czujników położenia, czujników przyspieszenia. We wspomnianej inspiracji Rivoli dostaniesz niezwykły zegar w kabinie i od niego zaczynamy. Trzy, trzyliterowe terminy   B.R.M – Bernard Richards Manufacture. Marka francuskich zegarków, założona przez Bernarda Richardsa. Nie jest stara, działa od 2003 roku, ale zyskała prestiż. W autach z inspiracjami DS Rivoli, DS Opera Art Bazalte i DS Opera Brun Alezan zegarek ze wskazówkami, B.R.M R180, znajduje się na środku kokpitu, u góry. Zegarek otwiera się wraz z uruchomieniem silnika. Chowa się w swoją oprawę po zgaszeniu silnika. Możesz złożyć go także ręcznie, pociągając jego obudowę w dół. Każdemu składaniu i rozkładaniu zegarka towarzyszy charakterystyczny, cichy terkot. Mechanizm tego czasomierza został zsynchronizowany z cyfrowym zegarkiem wyświetlanym na centralnym, dotykowym ekranie. Regulacja czasu przebiega tak: Ustawienia w prawym, górnym rogu ekranu (grafika przedstawiająca zębate koła), Opcje, Ustawienia godziny-daty. Żeby ręcznie przestawić zegarki, musisz wyłączyć ich synchronizację z GPS (nawigacja satelitarna, Global Positioning System). I wtedy możesz wpisać inną godzinę i minuty. DML – Demarrage Main Libre. Uruchamianie bezkluczykowe, seryjne w każdym egzemplarzu „7”. Służy do tego przycisk na środku kokpitu, na górze, pod obrotowym zegarkiem B.R.M R180. Zaskakujące miejsce, choć całkiem praktyczne. Przycisk ma napisy „Stop” i „Start”, ale nie musisz w nie trafiać, ważne abyś przycisk wdusił. SAM – Systeme d’angle Mort. Po francusku system martwego kąta, czyli kontrola martwego pola w zewnętrznych lusterkach. SAM korzysta z ultradźwiękowych czujników w narożnikach obu zderzaków. Mają...
Czytaj

Fiat Tipo 1.4 T-Jet S-Design

Nowa, dobra jakość Przetłoczeń na karoserii dużo, ale mają one sens, końcowy efekt jest miły dla oka Fiat zmienia się na lepsze. Kompakt Tipo wygląda atrakcyjnie, a co równie ważne kabina została porządnie zmontowana, w czasie jazdy nic nie skrzypi. Warto to pokreślić, gdyż testowy egzemplarz miał już ponad rok służby w parku prasowym importera, czyli długi staż. Co to jest i dla kogo? Kompaktów na rynku zatrzęsienie, mało która marka omija segment C. Fiat stara się walczyć tym co zazwyczaj, czyli połączeniem stosunkowo przystępnych cen, ze sporymi nadwoziami i niezłą jakością – w ostatnich latach zauważalnie lepszą. Taki miks przyciąga wielu klientów kalkulujących rozsądnie. A dlaczego najwięcej widzi się Tipo sedanów? Bo to najtańszy wariant nadwoziowy, hatchback porównywalny pod względem silnika i wyposażenia pozostaje droższy o kilka dobrych tysięcy złotych. Sedan nie występuje jako1.4 T-Jet S-Design, nie może mieć ani tego 120-konnego silnika, ani wyposażenia S-Design. Tipo i trzy skróty T-Jet, jak Turbo-Jet. Określenie rodziny benzynowych silników, z turbodoładowaniem i tradycyjnym, pośrednim wtryskiem paliwa, wielopunktowym oczywiście. Bardziej od technicznych zawiłości użytkownik jest zainteresowany, jak motor spisuje się na co dzień oraz ile pali. Jednostka 1.4 T-Jet, 120 koni zapewnia dobrą dynamikę. Przy prędkościach typowych dla polskich autostrad staje się nieco za głośna. A zużywa średnio w granicach 8 litrów, przy spokojnym stylu prowadzenia zejdziesz do 7 litrów, nawet niżej. DTC, Drag Torque Control. Zapobiega blokowaniu się napędzanych, przednich kół po nagłym puszczeniu pedału gazu, albo po nagłej redukcji biegu na drodze o niskiej przyczepności. W takich sytuacjach efekt hamowania silnikiem mógłby spowodować poślizg napędzanych kół. DTC interweniuje automatycznie, poprzez chwilowe zwiększenie momentu obrotowego silnika, czyli dodanie gazu. Jest to taki sam układ jak MSR (Motorschleppmomentregelung) w rodzinie Volkswagena. HHC – Hill Hold Control. Kolejny elektroniczny pomocnik działający automatycznie, kierowca nie musi nic włączać, przełączać. Tym razem chodzi o ułatwienie ruszania pod górę, zarówno do przodu, jak i do tyłu na wstecznym. HHC utrzymuje przez dwie sekundy ciśnienie w układzie hamulcowym, co pozwala na przeniesieniu prawej stopy z pedału hamulca na pedał przyspieszenia. HHC pracuje pewnie, zdecydowanie, o czym przekonałem się kilka razy na skrzyżowaniach stromych ulic. Warunkiem niezbędnym i koniecznym jest pochylenie większe niż 5 procent, a więc HHC nie zadziała na każdym fragmencie drogi nietrzymającym poziomu. Ba, Fiat ostrzega w instrukcji obsługi, że na niewielkich wzniesieniach, poniżej 8 procent, HHC może nie uaktywnić się, gdy samochód będzie obciążony. HHC jest gotowy do akcji tylko przy uruchomionym silniku...
Czytaj

Renault Kangoo Z.E. Komfort Maxi Combi

Tylko na prąd Przez brak infrastruktury w Polsce i wysoką cenę aut Kangoo Z.E. i podobne konstrukcje pozostają technicznymi ciekawostkami Renault oferuje na naszym rynku aż trzy elektryczne modele: Twizy, Zoe i Kangoo Z.E. Testujemy najdroższą wersję „Kangura”, pięciomiejscowego kombivana Maxi Combi. Jak to jeździ? Jeździ dobrze, zwłaszcza w mieście. Pojazd sprawnie przyspiesza do 60-70 na godzinę. Dalej zaczyna słabnąć, zwłaszcza na trybie Eco, zresztą maksymalna to tylko 130. Podczas jazdy nie musisz nic robić ze skrzynią biegów, bo bieg jest jeden. W kabinie słyszysz szum opon, opływ powietrza na zewnątrz i sympatyczne cykanie elektrycznych przekaźników, które biorą udział w przepływie prądu między litowo-jonowym akumulatorem trakcyjnym z tyłu auta a silnikiem z przodu. Ale największe wrażenie robi hamowanie silnikiem, czyli ładowanie akumulatora trakcyjnego. Jest na tyle silne, że odczujesz je nawet cofając na wstecznym! Zawsze lubiłem hamować silnikiem, Kangoo Z.E. (Zero Emission) da się dojeżdżać do progów zwalniających a nawet do  skrzyżowania bez używania hamulca. W odróżnieniu od niektórych hybryd nie masz możliwości ustawiania stopnia tego odzyskiwania energii, ale to żadna wada. Po zatrzymaniu się nie ma pełzania jak w automatach, nie musisz więc na równej drodze trzymać nogi na hamulcu. Na początku trzeba przywyknąć do uruchamiania silnika. Kluczyk jest normalny, taki jak w każdym Kangoo. Przekręcasz go w stacyjce do końca, aż w zestawie wskaźników zapali się lampka GO. Jest cisza. Dźwignia zmiany biegów – będę trzymał się tradycyjnej nomenklatury – ma cztery pozycje, od góry, P, R, N, D, doskonale więc znane z różnych automatów. Wciskasz pedał hamulca, wybierasz D, ruszasz do przodu. Trzy skróty Z.E., czyli Zero Emission. Zerowa emisja, tak Renault określa samochody elektryczne. Ciekawe, że tego skrótu nie ma na tylnej części „Kangura”. Są natomiast plakietki na przednich drzwiach „Z.E. 33 Electric”. Liczba 33 oznacza pojemność akumulatora trakcyjnego w kilowatogodzinach, kWh. A co z zasięgiem? Francuski producent deklaruje 120-200 kilometrów, w zależności od temperatury na zewnątrz, im zimniej na dworze, tym krócej. Ponieważ mieszkam ponad 200 km od stolicy, jeździłem tylko po Warszawie i okolicach. „Wypaliłem” prawie połowę prądu, ponad 15 kWh, co na dystansie 84 km dało średnie zużycie 18,5 kWh na 100 km, wszystkie liczby z pokładowego komputera. W danych technicznych zużycie znormalizowane zostało określone na 152 Wh/km, czyli na 15,2 kWh/100 km. Tak więc samochód pochłaniał więcej energii, ale pokażcie mi wóz ze spalinowym motorem, który potrzebuje tyle paliwa, ile podaje fabryka? Na pokładzie był cały czas tylko kierowca, z drugiej...
Czytaj